Beskid Mały z dzieckiem – z Krzeszowa idziemy na Leskowiec!

Trasa, którą proponuję, to – piszę to  z pełną odpowiedzialnością – idealny wręcz pomysł na spędzenie jesiennego dnia z dzieckiem.

Nawet dość późne i powolne wyjście na szlak nie przeszkodzi w przejściu co prawda leśnej, ale dość urokliwej głównie jesienią trasy. Zazwyczaj proponuję pętle celem urozmaicenia drogi, tym razem jednak wyszło inaczej. Krótka, prosta trasa.

Trasa: Krzeszów Centrum OSP – Leskowiec – Krzeszów Centrum

Długość: około 12 km

Cechy charakterystyczne: Bardzo dobra trasa na spacer z 4-5 letnim dzieckiem. Raczej brak stromych podejść, a jak występują, to są stosunkowo trudne. Szlak odpowiedni dla początkujących górołazów. Nie nadaje się dla wózków.

_________________________________________________________________

Tego dnia (niedziela, 30 września) bardzo późno wyszłam na szlak. Dopiero około 11:30 zaparkowałam samochód w Krzeszowie Centrum, poniżej OSP, przy sklepie spożywczym. Przy Kościele Rzymskokatolickim pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy znajduje się dość obszerny parking. Zważywszy jednak na godzinę i dzień tygodnia, nawet najmniejszym autem świata nie udałoby mi się zaparkować.

Z parkingu przy sklepie skręcamy w lewo (już jesteśmy na szlaku czerwonym) i chodnikiem kierujemy się na zachód, aż do bardzo charakterystycznego miejsca, mianowicie najbardziej niebieskiego domu jednorodzinnego, jaki w życiu widziałam. Po około 10 minutach przed wyżej wspomnianą budowlą, skręcamy w prawo. I od tego miejsca zaczyna się magia! 🙂

Polecam rozglądać się mijając zabudowania, ponieważ ta małopolska architektura warta jest uwagi. A i stare, urokliwe stodoły są idealnym tłem do zdjęć w jesiennych klimatach

Wycieczka miała przebiegać pod hasłem „Szukamy jesieni”. Mnie nie udało się znaleźć zbyt wielu jej oznak, bo w tym roku niezwykle topornie złocą się liście na drzewach, ale wytrwałe i głodne ferii barw oko, upatrzy każdy, nawet najmniejszy znak.

W tym roku jesień bardzo się ociąga, a zieleń na drzewach trzyma się kurczowo i nie chce puścić. Dlatego też starałam się uchwycić te skrawki kolorów, po które w góry przyszłam.

Dawna, aczkolwiek nie zaniedbana, małopolska architektura. Smaczki na szlaku na Leskowiec, które zdecydowanie wydłużają czas przejścia

Gdy już miniemy zabudowania, wchodzimy na łąkę. Nam się poszczęściło i krajobraz uzupełniała urocza krowa z bykiem, które zmierzyły nas tylko wzrokiem i dalej były zajęte swoimi sprawami. Na szlaku było bardzo dużo zagłębień i wybojów wypełnionych wodą i błotem, dlatego zapewne była wdeptana alternatywna ścieżka skrajem pola.

Tego dnia na niebie morza było podziwiać smugi kondensacyjne – warunki ku tworzeniu się tego zjawiska były idealne. Jest gro zwolenników teorii, jakoby smugi kondensacyjne to część jakiegoś tajemnego planu, związanego z rozpylaniem przez samoloty substancji chemicznych. Z wiedzy jaką mam, ze źródeł (wiarygodnych geografów, meteorologów!) do których dotarłam, piszę – BZDURA.

Patrząc na tę małą architekturę, miałam dziwne poczucie, że znam tę „twarz”. Dopiero w domu doszłam do wniosku, że widzę tu silne wpływy kultury zachodu – South Park jak się patrzy!

Okolice tej kapliczki to też dobry moment na ostatnie spojrzenie dookoła siebie bo za chwilę wchodzimy w las, i widoki się kończą.

Jednym z zadań, jakie narzucił na siebie Kajtek, było szukanie oznaczeń szlaku na drzewach. W drodze na Leskowiec szlak jest bardzo dobrze oznaczony, więc i Kajtek wielokrotnie miał poczucie sukcesu i spełnienia misji, co obwieszczał okrzykiem „Mama! Znalazłem szlak!”.

Wejście do Schroniska na Leskowcu, zajęło nam aż 3 godziny. Winne temu były zabawy w błocie, zaczepianie dżdżownicy, szukanie patyków do podpierania się i inne temu podobne, absorbujące dzieci na szlaku zabawy. W tym właśnie urok rodzinnych wyjść w góry!

Po drodze mijamy parę polan, z których roztaczają się widoki, między innymi na Babią Górę. Mnie najbardziej podoba się Polana Semikowa, która niegdyś była polaną pasterską, teraz natomiast znajduje się w ostatniej fazie zarastania. Znajduje się ona tuż za punktem ujęcia wody źródlanej. Stąd już mamy około 15 minut do schroniska.

Na całym szlaku spotkaliśmy bardzo mało ludzi, natomiast w miejscu przecięcia się kilku szlaków, na Przełęczy Miodowicza, istne tłumy! Nie bez powodu, wszak dzień ciepły i słoneczny. Nic tylko się cieszyć, że w narodzie tyle werwy! 🙂 Z przełęczy mamy jakieś 5 minut do schroniska.

W schronisku pijemy herbatę, jemy naleśniki i gulasz, i ruszamy w drogę powrotną. A! No i pieczątkę do książeczki wbijamy, obowiązkowo!

W drodze powrotnej pstrykam jeszcze parę zdjęć.

Powrót na parking przedłużamy jak się da – jest piękny wieczór, słońce chyli się ku zachodowi i chcemy ten dzień wykorzystać maksymalnie. Siadamy więc na chwilę na ławeczce pod kapliczką.

Przyznam szczerze – do wycieczki w ogóle się nie przygotowałam, nie miałam mapy ani planu. Teraz, po fakcie, wiem, że mogliśmy w drodze powrotnej iść żółtym szlakiem przez Leskowiec, albo podejść chociaż na Groń Jana Pawła II. Strach przed zmrokiem (a czołówka wygodnie leżała w szafie) oraz obawa jak długo będziemy schodzić, zważywszy na młodego kompana, wygrały z chęcią „łazikowania”. Obawy moje były niesłuszne, bo zeszliśmy w 1,5 h. Ale któż mógł to wiedzieć?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *