Niemieckie śniadanie – DAJCIE MI PRECLE!

Słono czy słodko?

Podróżowanie szlakiem wyjątkowych smaków, kojarzyło mi się z odkrywaniem regionalnych dań we Włoszech, Hiszpanii czy we Francji. Food travel w tych krajach ma się wyśmienicie, ponieważ mogą one poszczycić się znakomitą kuchnią. Ten rodzaj turystyki nieco na uboczu pozostawia Niemcy, Szwecję, Norwegię czy Holandię, co nie oznacza, że kuchnia tych krajów jest mniej ciekawa, inspirująca i smaczna.

Moją przygodę ze smakami Badenii zaczęłam od niczego innego jak śniadania w iście niemieckim stylu.  Włoskie poranki i oferowane przez Włochów jedzeniowe przywitanie dnia, nie zrobiło na mnie wrażenia. Ba, te słodkie tosty, sucharki, dżemy i rogaliki, to coś, czemu rano mówię zdecydowane NIE, tak w Niemczech odnalazłam swoją śniadaniową równowagę. Trochę słodko, trochę słono – idealnie!

Mówiąc o „niemieckim śniadaniu” przedstawiam mój punkt widzenia, moje obserwacje i doznania smakowe, których doświadczyłam w Republice Federalnej Niemiec.

 

Pieczywo

Precle, precle, precle! W każdej piekarni to właśnie one zajmują pierwsze i najważniejsze miejsce. To precle są najczęściej głównym elementem śniadania. Ba, w wielu przypadkach nawet jedynym!

Precle to wyrób piekarski, który jest nieodłączną częścią kultury chleba w Niemczech. Przed samym pieczeniem, jest on obgotowywany w ługu sodowym, a wykonany jest z mąki pszennej i drożdży. Charakteryzuje się on brązową, błyszczącą skórką, posypaną gruboziarnistą solą. Najlepszym dodatkiem do precla jest… masło! Koszt precla w piekarni to około 0,50-0,70 €. Prawie w każdej piekarni są stoliki, przy których można spokojnie wypić kawę i zjeść wyrób na miejscu. Za dodatkową opłatą, około 0,30 €, obsługa poda zakupionego precla/bułkę/bagietkę na talerzyku, posmarowaną masłem, do zjedzenia na miejscu. Uwielbiam jeść śniadanie w słoneczny dzień, przy stoliku przed piekarnią, gdy pieczywo jest jeszcze ciepłe (nie wiem czy to zdrowe! :)).

 

Precle i inne wypieki w gatunku Laugen – obowiązkowo na stole.

A co do reszty pieczywa – dotychczas uważałam je za złej, gorszej jakości. Puste w środku, na drugi dzień po zakupie najczęściej twarde jak kamień, pełne spulchniaczy i innych magicznych dodatków. Moja opinia na jego temat wynikała zapewne z faktu, że wcześniej miałam okazję próbować pszennego chleba i bułek sprzedawanych w sklepach typu Kaufland, Lidl czy Aldi. Polecam jednak poszukać piekarni, najlepiej nie sieciowej, a istniejącej tylko w obrębie danego miasta, a Wasze zdanie o niemieckim pieczywie, jeśli jest równie złe jak i moje było, zmieni się o 180 stopni.

W Niemczech jest ponad 300 rodzajów chleba i około 1200 rodzajów bułek. Co więcej, cały czas powstają różne wypieki okazjonalne, na różne święta i z okazji ważnych wydarzeń, np. mistrzostw w piłce nożnej. Nie będę tu wymieniać rodzajów, bo jest ich naprawdę sporo, ale królują tutaj ciemne, razowe, mieszane wypieki, oraz z różnymi dodatkami, np. z ziemniakami, białym serem, maślanką, jabłkiem, siemieniem lnianym. W piekarni w której się zaopatrywałam (a raczej przeważnie konsumowałam na miejscu) był specjalny harmonogram pieczenia chleba, w które dni jaki będzie dostępny. Przy takiej różnorodności, trzeba być naprawdę wybrednym zjadaczem pieczywa, żeby nie znaleźć smaku trafiającego w nasz gust.

 

 

 

I cała reszta…

Na moje szczęście, śniadania niemieckie są w głównej mierze słone. Poczynając od wspomnianych wcześniej precli, które są posypane gruboziarnistą solą. Czasami są tak słone, że konieczne jest wykruszanie tych grubych ziaren posypki. Najczęściej jedzone z masłem, bądź z wytrawnymi dodatkami.

A co poza tym znajdziemy podczas śniadania na stole?

Kiełbasa. Do pieczywa na śniadanie mile widziana jest ciepła, niekoniecznie biała. Niemcy kiełbasą stoją (jakkolwiek to brzmi)).

Jajka! O właśnie, bo jajka też są bardzo ważnym elementem śniadania. Codziennie podawane rano do stołu, najczęściej ugotowane, rzadziej w formie jajecznicy. I zamawiając precla z masłem na miejscu, można również wziąć ugotowane już jajko w cenie 0,60 . Coś więc jest na rzeczy, bo statystyczny Niemiec zjada około 220 jaj rocznie, zaś my Polacy w okolicach 150, mimo, że jesteśmy jednym z największych producentów w UE. Jajko w Niemczech na stole więc musi być.

Wędliny. Pyszne, ale niestety często gorszej jakości, z dużą ilością sztucznych dodatków. W Polsce zdecydowanie łatwiej o dobrej jakości szynkę.

Marmolady, dżemy, konfitury. Idealne do jasnego pieczywa. To właśnie ten słodki element śniadania.

Sok. Najlepiej świeżo wyciskany z pomarańczy. Również bardzo ważny element śniadania.

Owoc. Grejpfrut, winogrona, pomarańcza bądź banan.

Muesli jedzone z jogurtem bądź mlekiem.

W każdym domu, na całym świecie, panują różne rytuały i przyzwyczajenia. Tempo życia nie sprzyja długim i spokojnym porankom w rodzinnym gronie przy suto zastawionym stole. Taki  obraz śniadania to raczej więc weekendowe świętowanie niż szara codzienność. Jedno jest pewne – jeśli Niemcy tylko mają czas, to ich śniadanie jest wysokoenergetycznym posiłkiem rozpoczynającym dzień.

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *